Kiedy poznałem Danielę – opowiadanie z „Niebieskich cieni…”

Małżonkowie powinni wystrzegać się kłótni, jeśli nie dość się kochają,
aby się pogodzić

– Edmond Rostand

 
Kiedy miałem siedem lat, na drzwiach swojego pokoju powiesiłem plakat z Anną Jantar. To była dla mnie wówczas najpiękniejsza kobieta na świecie. Mimo, że do snu przytulałem wytartego tygrysa, zanim położyłem się do łóżka, każdego wieczoru, całowałem jej papierowe usta. Potem nastąpiły lata wypełnione nauką, książkami, studiowaniem map – stały się one na jakiś czas moją pasją. odłożyłem na bok rozczarowania dziewczynami, które albo nie zwracały na mnie uwagi i zabijały moją pewność siebie chłodem obojętności, albo chichotały w swoim gronie na widok mojego zakłopotania, które kładło się czerwonymi plamami na policzkach i szyi. Z biegiem czasu przestałem przejmować się ich zachowaniem, uznając je za głupie stworzenia, do zdania których nie warto przywiązywać najmniejszej wagi. Zajęty byłem studiami i planowaniem kariery zawodowej. Nic nie zakłócało spokojnego rytmu moich godzin. Pewnego wieczoru wszystko się zmieniło. Stało się to wtedy, kiedy poznałem Danielę.
Daniela… imię mojego życia. Miała smukłe dłonie. Kiedy dotykała nimi moich skroni, ust, ramion, przenikał mnie dreszcz, w którym była obietnica spełnienia…
Kiedy poznałem Danielę, moja jednostajna egzystencja powoli, delikatnie, niepostrzeżenie nabrała nowej formy, barwy, smaku… Krótko mówiąc, moje życie zmieniło się, nawet sam nie wiem dokładnie kiedy – diametralnie i nieodwracalnie. Nie było już mnie dawnego i pożegnałem się bezpowrotnie z moim spokojnym życiem…

***