Asmodeusz. portrety

(…) była idealną kochanką, nie chciała ani męża, ani dzieci, chciała beztrosko spędzić czas, dobrze się bawić, jednym słowem hedonistka, tak jak ja. Jakież było moje zdziwienie, gdy którejś nocy po imprezie sowicie zakrapianej Campari, Martini i Manhattanem, padła mi w ramiona zalewając się łzami, załamując ręce w histerycznych konwulsjach.  Z wysiłkiem odgadywałem jej tragiczny monolog: „mam już trzydzieści sześć lat” mówiła z trudem, połykając po drodze łzy – „jestem starą panną, chcę wreszcie wyjść za mąż i mieć dziecko.” Cały zesztywniałem, bo nie spodziewałem się tej nagłej metamorfozy. Przecież mówiła, że chce wygodnie żyć, że chce mieć tylko kota, że kota można ubrać w sukienkę, że można spać do jedenastej, że…, sam już nie pamiętam, co jeszcze można z kotem i bez dzieci. Następnego dnia unikałem jej jak mogłem, ale ona zachowywała się tak, jak gdyby nigdy nic, może rzeczywiście nie pamiętała swojego monologu i czterdziesto procentowych łez ?
Pomimo tego drobnego incydentu urlop miałem udany, wróciłem do Gdańska wypoczęty i opalony, a jeśli już mowa o opaleniźnie, to oglądały się za mną wszystkie dziewczyny, z czarnymi włosami, złocisto – brązową opalenizną i w żółtej koszulce polo wyglądałem jak młody bóg. Całe życie było przede mną!

(…)
Kobiety nadal oglądają się za mną, mój urok osobisty nie przebrzmiał. Tylko co się stało z czasem? Kiedy byłem dzieckiem nie mogłem doczekać się jakiejś zmiany, czułem się jak pociąg stojący nieruchomo na bocznicy, potem jak ledwie – osobowy, aż w końcu  – pośpieszny, a zaraz potem ekspress, bez możliwości powrotu. Nie wiem, kiedy to wszystko minęło; mój ojciec, moja matka, ja sam, te wszystkie zmiany, straty ludzi, miejsc, rzeczy, pieniędzy, głównych ról, epizodów, te wszystkie przeprowadzki, pokoje, rozmowy, wieczory, te wszystkie Kaśki, Moniki, Kamile, Renaty…Milena…(…)