Kobieta na końcu peronu – fragment

To był ostatni dzień przed rozprawą.
– Jest pani taka piękna i dobra. – Nie odrywał ode mnie wzroku. – Pocałuje mnie pani?
Zbliżyłam się do niego i pocałowałam go w czoło. Wiedziałam, że jutro zapadnie wyrok, którego on się tak do końca nie spodziewa. Wierzył naiwnie w to, że jedna noc nie może przekreślić następnych dni. Marzył o powrocie do domu, a nawet do szkoły, do której jeszcze kilka miesięcy temu nie chciał w ogóle uczęszczać. Okoliczności łagodzące: wiek – szesnaście lat, działanie pod presją grupy kolegów, ojciec alkoholik, zapracowana, wiecznie nieobecna matka, działanie pod wpływem alkoholu i amfetaminy, to wszystko może uchroni go od dożywocia, ale prokurator zażądał dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności, podnosząc, że zbrodnia została przez oskarżonego zaplanowana, miał on przy sobie nóż i tej nocy chciał koniecznie popisać się jakimś spektakularnym czynem, po którym zostałby przyjęty do grupy kumpli. Opinia psychiatryczna wykluczyła ograniczoną poczytalność, niedorozwój umysłowy, wręcz przeciwnie  – oskarżonego cechował wysoki iloraz inteligencji. Biegli psychiatrzy stwierdzili jedynie nieprawidłową osobowość, skłonności do megalomanii, narcyzm utrwalony przez nadopiekuńczą miłość matki, przy jednoczesnej frustracji, wywołanej poczuciem odrzucenia przez ojca i grupę rówieśniczą.